Responsive image

Norman Davies. Odmieniony przez przypadki

Markę największego brytyjskojęzycznego specjalisty od historii Polski wyrobił sobie w stanie wojennym. Ale jego zainteresowania obejmują większy obszar, rozciąjący się daleko na zachód i wschód od Wisły.

Gdy 8 września niemiecka 4. Dywizja Pancerna starła się z obrońcami Warszawy na Woli i Ochocie, Norman Davies kończył trzeci miesiąc życia. W rodzinnym Domu Daviesów przy Chorley Old Road w Boltonie na północy Angliitoczyła się mniej spektakularna, ale nie mniej dramatyczna walka. Mały Norman urodził się z wadą układu pokarmowego, Życie zawdzięcza nieprzerwanemu poświęceniu Elizabeth Davies, która przez pierwszy rok życia powoli, łyżeczka za łyżeczką, karmiła swojego synka. Bolton uniknął największych horrorów podniebnego Blitzu, którego tak boleśnie doświadczyły miasta na południu. Wśród wojennych wspomnień  Norman Davies wymienia przejazd kolumny czołgów przed rodzinną apteką oraz sukces komercyjny syropu autorstwa ojca Richarda Daviesa, który pozwalał zaradzić gardłowym problemom rezerwistów z Home Guard narażonych na chłody, podczas długich godzin wypatrywania wrogich samolotów.

Tym łatwiej przychodzi mu określać swoje dzieciństwo „szczęśliwym”. Oprócz kochającej, bardzo pobożnej matki, dowcipnego i chyba nie bardzo srogiego ojca Richarda, w domu Daviesów mieszkała jeszcze starsza siostra Normana – Anne. Wspomina go ona jako ciągle przeszkadzającego młodszego urwisa, on sam natomiast pamięta godziny, które spędzali przy kuchennym stole, gdy ona odrabiała lekcje. Być może to właśnie tej wczesnej domowej edukacji zawdzięcza późniejsze szkolne sukcesy.

Choć dom rodzinny zawsze był pełen wujków i cioć (Richard był szóstym dzieckiem z dziewięciorga, a Elizabeth piątym z sześciorga) być może najważniejszym z nich okazał się ten, którego w domu brakowało – wuj Norman, po którym poza imieniem otrzymał też w spadku klaser z kolekcją znaczków z każdego z krajów Imperium Brytyjskiego. Trudne zadanie przełożenia znaczków z klasera ze znaczkami uporządkowanymi według listy państw istniejących przed pierwszą wojną światowądo klasera z nazwami krajów wydanego już po drugiej wojnie było świetną szkołą politycznej geografii. Filatelistyczna pasja obudziła w chłopcu ciekawość świata. Nieobecny wuj Norman – osiemnastoletni podporucznik RAF – zginął we wrześniu 1918 roku podczas jednego ze swoich pierwszych lotów na Francją w myśliwcu Bristol F2.B „Fighter” – tym samym samolocie, który później zrobi karierę w polskim lotnictwie. Jeden z egzemplarzy samolotu tego typu mnożna  zobaczyć w Muzeum Lotnictwa w Krakowie.

Edukacja i nauczanie

Wczesna edukacja Daviesa to splot szczęśliwych okoliczności. Bolton School, do której uczęszczał, wiele zawdzięcza synowi boltońskiego hurtownika zieleniny – Williamowi Leverowi. Był on jednym z pierwszych producentów mydła z tłuszczów roślinnych, którego szczególnym hitem było luksusowe Morning Sunlight Soap z gliceryną, a nazwisko Lever pobrzmiewa dziś w nazwie jednego ze światowych gigantów chemicznych Unilever (człon „Uni” firma zawdzięcza fuzji z holenderską Margarine Unie w latach 30-tych ubiegłego wieku). William, gdy został już bogaczem i członkiem Izby Lordów, jako wicehrabia Leverhulme nie zapomniał o swoich skromnych korzeniach i utworzył specjalną fundację dobroczynną wspierającą m.in. edukację w jego rodzinnym Boltonie.

Bolton School ze swoim wysokim – osiągniętym dzięki wsparciu przedsiębiorcy– poziomem nauczania, otwarła przed młodym Normanem drogę do bajkowego Madgalen College w Oxfordzie. Któż nie chciałby studiować w miejscu, gdzie na równiutko przystrzyżonych trawnikach pasą się daniele, a w gronie profesorów znajdują się takie tuzy jak historyk XIX- i XX-wiecznej dyplomacji A.J.P. Taylor? Właśnie Taylor pierwszy mówi Normanowi: „Pisz książki!”.

Choć w kolejnych latach Norman Davies studiował bądź wykładał w takich miejsach jak Uniwersytet Jagielloński, Grenoble, Cambridge, Columbia, McGill, Hokkaido, Stanford, Harvard, Canberra, to jednak Magdalen College na zawsze pozostanie jego uczelnią, a A.J.P. Taylor jego nauczycielem.Po studiach na krótko zajął się nauczycielstwem. Wówczas zawód ten cieszył się sporą estymą. Nie tylko jako ważny społecznie, ale także jako pożądany kierunek kariery zawodowej. Po różnych przygodach z poziomem edukacji na angielskiej prowincji młody Norman Davies otrzymał posadę w prestiżowej londyńskiej szkole St. Paul’s. Dla rodziców zaniepokojonych egzotycznymi (wschodnioeuropejskimi) zainteresowaniami syna była to chwila upragnionej stabilizacji. Dla Normana Daviesa – jak sam mówi – szkoła mówienia o skomplikowanych sprawach prostym językiem. Jednocześnie to, co dla starszego pokolenia Daviesów było stabilizacją, dla niego samego było trudnym do zniesienia, niewygodnym i krępującym życiowym gorsetem. Rezygnacja z posady wprawiła rodzinę w zdumienie i niepokój co do jego dalszej drogi życiowej.

Niespodziewanie na tej drodze znalazł sporo sojuszników: kolegów studentów i profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego, na którym pracował nad doktoratem dotyczący brytyjskiej dyplomacji wobec Polski w latach 1919-1922. Ważna była też założona w Polsce rodzina. Gdy mówi o tych czasach (Polska za Gomułki!),  zawsze przypomina jedno ze swoich najważniejszych źródeł informacj: świadków historii. Szczególne ciepło wspomina teścia, żołnierza roku 1920, który pierwszy opowiedział mu o wojnie polsko-bolszewickiej. Choć pobyt w PRL zakończył wypływając z Gdyni wraz z całym dobytkiem w rejs do portu Hull w Yorkshire dokładnie w dniu inwazji na Czechosłowację, odtąd jego związek ze Polską był już nierozerwalny.

Monopol na Polskę

Normanowi Daviesowi nie należy się miano pierwszego profesora historii Polski w Wielkiej Brytanii, natomiast w ciągu 25 lat pracy w Szkole Studiów Słowiańskich i Wschodnioeuropejskich na Uniwersytecie Londyńskim powinien przysługiwać mu tytuł jedynego profesora historii Polski w tym kraju. Dziś, gdy nawet najbardziej trywialne i zdawkowe książki o Polsce znajdują swoje miejsce na naszym rynku wydawniczym, trudno sobie wyobrazić pisanie poważnych książek o historii Polski ze świadomością, że mogą nie zostać nigdy opublikowane w kraju, którego dotyczą.

„Orzeł Biały, Czerwona Gwiazda” (wyd. oryg. 1972), jego pierwsza książka, zanim stała się w Polsce pozycją legendarną, do oficjalnego obiegu trafiła tylko jej zajadła krytyka. Polskim czytelnikom trudno byłoby sobie wyobrazić lepszą rekomendację. Podobnie trudno byłoby wyobrazić sobie lepszą datę premiery oryginału „Bożego Igrzyska” niż 14 grudnia 1981. Tego jednego dnia Polska znajdowała się na pierwszych stronach wszystkich gazet w całym świecie. A jej autor był jedynym specjalistą od historii naszego kraju w Wielkiej Brytanii.

Wydana trzy lata później książka „Serce Europy” to krótka historia Polski. Zaczyna się od analizy czasów najbardziej współczesnych autorowi i cofa aż do początków dziejów naszego kraju. Pisana w najczarniejszym okresie stanu wojennego, w izolacji i osamotnieniu związanym zarówno z egzotycznym stypendium na Uniwersytecie Sapporo oraz problemami osobistymi. To książka o sile i trwaniu wbrew wszystkiemu. Piękna, ale nie bezkrytyczna pochwała polskiej historii i kultury. Norman Davies nie raz mówił o tej książce: „Byłem wtedy w bardzo trudnym okresie mojego życia.”  I dodaje: „Naprawdę rozumiałem wówczas sytuację Polaków”.

Złudzenie rozumienia

Normem Daviesem świat wydawniczy zainteresował się ponownie, gdy okazało się, że w przeciwieństwie do kolegów zajmujących się Europą Zachodnią, poza swoją specjalnością odnajduje się w historii innych regionów i gotów jest napisać historię całego kontynentu – od jej początku, do chwili ówczesnej (roku 1996).  „Europa. Rozprawa historyka z historią" okazała się bestsellerem.Zaprocentowała wyniesiona z domu i wzmocniona na Uniwersytecie w Grenoble frankofila i długie oksfordzkie studia nad Dantem i jego czasami. Książka ta jest też wielkim wyczynem pisarskim. Napisana całkowicie ręcznie (jak wszystkie książki Normana Daviesa) wiele zawdzięcza początkowi ery komputeryzacji bibliotek, bez czego trudno byłoby jednemu człowiekowi poruszać się po tak obszernym materiale.

Sam autor przyznaje jednak, że zadanie napisania całej historii całej Europy jest ponad ludzkie siły. Dla historyka-pisarza to wyzwanie dziedziny konstrukcji tekstu. Rozwiązaniem okazały się „kapsułki”, czyli krótkie teksty o subiektywnie, acz konsekwentnie wybranych zagadnieniach. Znajdzie się wśród nich miejsce i dla gilotyny, i hejnału. Jest i Łyczaków, i Hanza. Razem z umiejętnie poprowadzonym dobrze napisanym głównym wątkiem pozwoliły stworzyć iluzję książki, która zajmuje się całą historią starego kontynentu. Iluzji dopełniają mapy. Zorientowane zachodem do góry wytrącają czytelnika z wyuczonych schematów. Czy to nie oszustwo? Nie – bo iluzja „całości” to najważniejszy przekaz tej książki. Istnieje cała historia całej Europy i mieszczą się w niej – Ozgrozo! – nie tylko Anglia, Francja, Niemcy, Włochu i – rzadziej – Hiszpania i Rosja. Okazje się, że w Europie są też i takie kraje, jak znów – o zgrozo! – Polska, Irlandia, Belgia, a nawet Rumunia, Węgry czy Finlandia.

Davies jako przedmiot badań

O Normanie Daviesie napisano przynajmniej jeden doktorat, kilka książek, wiele artykułów. Udzielił pewnie setek wywiadów, a recenzje jego książek można liczyć w tysiącach. „Wyspy” (1999), „Mikrokosmos” (2000), „Powstanie ’44” (2004), „Europa Walczy” (2006), „Zaginione Królestwa” (2010), album „Szlak Nadziei” (2015) i wydane w zeszłym roku „Na krańce Świata” liczą łącznie kilkadziesiąt tysięcy stron i pełne są intelektualnych objawień, pisarskich pomysłów i historiograficznych odkryć. Każda z tych książek wypływała z innej inspiracji, miała inny przekaz i inaczej była czytana.  Ale wszystkie były i są czytane.

Oczywiście najczęściej sukces liczy się w sprzedanych egzemplarzach, a tych jest na pewno więcej niż milion w samej tylko Polsce. Można też liczyć go dowodami uznania, tytułami i odznaczeniami – od orderu Świętego Michała i Świętego Jerzego odebranego z rąk Królowej, po Order Orła Białego odebrany z rąk Prezydenta RP. Honorowe obywatelstwa, doktoraty honoris causa i członkostwa w uczonych gremiach, radach i akademiach także nie są bez znaczenia. Docenili go też bohaterowie „Powstania ’44”, nadając mu honorowe członkostwo w Związku Powstańców Warszawskich. Można też wspomnieć o kolejce po autograf o długości 800 metrów albo o łzach publiczności na spotkaniu autorskim poświęconym Armii Andersa.Choć opisał mnóstwo wydarzeń i wiele regionów, ciągle więcej zostało takich tematów, o których jeszcze nie pisał. Dlatego wielu pasjonatów historii marzy, że właśnie ich ulubionym wycinkiem historii Norman Davies zajmie się w następnej kolejności.

Maciej Gablankowski